wtorek, 24 stycznia 2012

Nałogowe świństwo, czyli historia Izy

   Osobiście nie mam żadnych niezdrowych nałogów. Nigdy nie jarałam szlug, nie piję alkoholu, narkotyki czy jakieś dopalacze też mnie nie jarają. Co prawda wszystko to, nie jest mi obce. Wszyscy myślą, że nasze gimnazjum jest takie świetne, chodzą do niego w końcu uczniowie ze wzorowym zachowaniem, z dobrymi ocenami, jakimś drobnymi chociaż osiągnięciami, przeważnie z dobrych rodzin. Ale co oczy nie widzą, tego sercu nie żal...
   Na przykład taka Iza. Niegdyś poukładana dziewczyna, znam ją od trzeciej klasy szkoły podstawowej, wtedy przeprowadziła się ze stolicy do naszej mieściny i ten oto sposób ją poznałam. Los chciał, że trafiłyśmy też do jednej klasy w gimnazjum. Zresztą nikt się temu nie dziwił. Iza była chodząca encyklopedią, wzorem do naśladowania. Pamiętam doskonale, jak w piątej klasie szkoły podstawowej, pani z matematyki bardzo na nas krzyczała, że się nie uczymy, że jesteśmy beznadziejni, że nie dostaniemy się do dobrego gimnazjum i ogóle że jesteśmy wszyscy zepsuci. Wszyscy oprócz Izy. A to wszystko ze względu na sprawdziany. "Spójrzcie! Iza dostała 6! Bez błędów! Tylko ona ma coś w głowie! Nie to co wy, nieuki! Młodociane nieroby!", darła się tak, że prawdopodobnie słyszana była w gabinecie pani dyrektor. Hmm, co z tego, że wtedy ja i Natasza (wtedy się przyjaźniłyśmy i razem siedziałyśmy na matematyce, bo godzin matematyk było najwięcej) dostałyśmy piątki. Nie, nas to już nie pochwaliła, zresztą mało kto nas chwalił, bo w końcu Iza była tylko tą dobrą. Może i tego nie chciała. Ale jak to tak...córka polonistki, córka burmistrza, dziadek zasiadał gdzieś w sejmie, trzeba było się przymilać do Izuni- tak myślało chyba większość grona pedagogicznego. 
  Ale czasy podstawówki minęły. Mamy w szkole już nie miała, ojciec przegrał kolejne wybory, o dziadku też mało kto słyszał. W końcu nie było matki, więc kto miał to wszystko nakręcać? Najwyraźniej Izie na tym w ogóle nie zależało. W klasie znała może góra osiem osób, z poprzedniej szkoły, niekoniecznie klasy. Iza przestała być taką dobrą uczennicą, tylko angielski pozostał jej mocną stroną. Na przerwach przesiadywałam to z nią, to z Karoliną i resztą. Iza nigdy nie pajała entuzjazmem do tamtych, z tego co mówiła z klasy lubiła tylko mnie i Dawida, który chodził do klasy "A", gdy my w podstawówce rzecz jasna, chodziłyśmy do "B" . Olewała szkołę oraz to, co o niej mówili inni. Przestało jej zależeć na dobrej opinii. Iza uczęszczała też do szkoły muzycznej, i często to było jej wymówką, aby nie przyjść na normalne lekcje. Wcześniej tak nie robiła, aczkolwiek większość osób jej wierzyło, w końcu była już piątym roku, wszyscy myśleli, że ma po prostu więcej koncertów, przesłuchań czy coś w tym stylu. Ja osobiście wiedziałam, że wygląda to nieco inaczej, bowiem Alicja też uczęszczała w tym samym czasie do muzycznej.  Z tego co wiem, nie przynosiła też żadnych usprawiedliwień, wierzono jej na słowo. Jednak któregoś razu, nasza wychowawczyni nabrała podejrzeń. Zadzwoniła do matki. Okazała się, że Izę wyrzucono ze szkoły muzycznej. To też po prostu olała...
  Iza bywała w podejrzanym towarzystwie. Godzinami przesiadywała na tak zwanej twierdzy. Miejsce to było specyficzne. Rano spotykano tam starsze kobiety, które wybierały się na spacer z pupilami, po południem zjawiały się rodziny z dziećmi, natomiast po zmroku...największemu wrogowi nie życzę, aby wtedy tam się znalazł. Po prostu może nie wyjść z tego cało, i mówię tu całkiem serio. Izie udało się tam wkręcić. Piła taniego jabola, paliła papierosy, wciągnęli ją też w narkotyki, na szczęście nie w te ciężkie. Spytacie, gdzie byli wtedy rodzice? Otóż zajęci byli swoją młodszą córką- Eweliną. Kopia Izy sprzed sześciu lat. 
  Po jakimś czasie, gdy Iza miała zagrożenia z chemii, fizyki i geografii (pamiętam doskonale jak w damskiej toalecie przepisywałam jej moje ćwiczenia, aby nie załapała kolejnych jedynek) rodzice ostro się wkurzyli. Odwozili ją pod samą szkołę, tak samo ją zabierali. Ale nadszedł jakiś długi weekend, pojechała do dziadków, bo rodzice jechali z Eweliną na jakiś konkurs, gdzieś nad morze, o ile dobrze pamiętam. Dziadkowie najwyraźniej niewtajemniczeni, pewnie po to, aby ich nie denerwować, pozwolili  
szlajać się jej, gdzie się jej żywnie podobało. No i tak znowu trafiła na twierdzę. W końcu, gdy dopierał się do niej jakiś trzydziestolatek bez perspektyw na życie ocknęła się. Nie pojawiała się tam więcej. Wzięła się za naukę. Ale jej wizerunek zmienił się o 180 stopni. Wcześniej nosiła przeważnie najzwyklejsze trampki, poprzecierane rurki i top z jakimś ulubionym zespołem. Iza miała długie blond włosy. Drastycznie je ścięła i przefarbowała na ciemno, w tajemnicy przed rodzicami, dowiedzieli się dopiero po fakcie. Miała co prawda sporo kłopoty w szkole, w statucie było wyraźnie napisanie, że w trakcie roku szkolnego uczennice nie mogą farbować włosów. Przymknięto jednak na to oko, czynnikami  łagodzącymi był fakt, iż ponownie wzięła się za swoją edukacje. Malowała się na czarno, na szyi nosiła obroże, przyodziana tylko i wyłącznie w ciemne stroje, przestała uczęszczać na religie, zamiast tego chodziła na etykę. Ten wszystko trwało rok, cudem zdała do następnej klasy. Taki ostatni zryw. Skąd ja znam takie szczegóły? Gdzieś tam wyżej wspominałam, że lubiła tylko mnie i Dawida, ale ufała tylko mi. Nie przyjaźnie się z nią, ale czasem określam ją jako przyjaciółkę, o czym mówiłam w poprzedniej notce. Alkoholu nie pije, nie wiem jak ma się sprawa narkotyków, papierosy tylko czasem, ale nigdy w szkole. Raz tylko ją przyłapałam jak paliła w damskiej łazience, na szczęście za mną weszła tylko Daria, która mimo wszystko, w razie problemów trzymała stronę Izy. Iza powiedziała, że to więcej się nie powtórzy. Miała dość problemów. Mam nadzieję, że Iza to kiedyś doceni, mam tu na myśli Darię. Ja od Izy usłyszałam kiedyś najszczersze "dziękuje". Skąd wiem, że były szczere? Po prostu wiem. Mam tylko nadzieję, że to był taki burzliwy okres bunt, bo w przeciwnym razie...Może zdarzyć się tak, że za parę lat spotkam Izę, ale nie tę Izą, którą znałam, tylko wrak człowieka. 

1 komentarz:

  1. Fajnie piszesz. Ale co do Izy, to życzę jej wszystkiego najlepszego.. bo zazwyczaj tak jest, że jak się od dzieci wymaga za dużo, z góry stawia się bardzo wysokie oczekiwania.. to prędzej czy później w dziecku coś pęknie. Rodzie będą chcieli więcej, a dziecko nie sprosta wymaganiom.. Ja jestem za tym, aby najpierw stopniowo poznać dziecko co jest jego mocną strona i w tym kierunku go "pchać", a nie wymagać od niego być geniuszem we wszystkim.. bo to jest niezdrowy układ... ;)

    OdpowiedzUsuń